Autor Wiadomość
Azazelia
PostWysłany: Pią 2:11, 09 Mar 2007    Temat postu:

Ale ze mnie tam nie ma to masz prze********bane Very Happy
mrok
PostWysłany: Nie 18:49, 04 Mar 2007    Temat postu:

Docenia docenia szczególnie podczas Wojen
Vallathril
PostWysłany: Nie 11:29, 04 Mar 2007    Temat postu:

Bo wiesz, że w tym klanie niedocenia się łuczników Rolling Eyes .

a łucznik to jest najl... dobra, nieważne.
Asmad
PostWysłany: Nie 11:11, 04 Mar 2007    Temat postu:

<zaśmiał się> wiesz... to akurat było celowe, wiedziałem że zauważysz ten fakt, nie wiem czemu ale wiedziałem Very Happy

Nie zawiodłeś mnie Wink
Vallathril
PostWysłany: Nie 3:39, 04 Mar 2007    Temat postu:

Cytat:
Przy wielkim stole siedzieli jego najemnicy, jego mroczne elfy oraz krasnoludy, którym mógł ufać jak nikomu innemu.
Asmada dojrzał w towarzystwie Rhudruanah. Laranel natomiast siedział kawałek dalej z Danarmą.
-Laranelu, wyprawę w okolice Oren trza przygotować. Asmad szykuj się, za trzy dni wyruszasz, wspomożesz magów... pamiętaj żadnemu nie może spaść choćby włos z głowy, przygotuj się dobrze. Rhu, zwołaj magów jak możesz, pozostałych już powiadomię.
]

- Powiadomię Katien, Aeryn, Linnegara i Vassiza - wymamrotał bezucziowo Łucznik siedzący w kącie. Vallathril wstał spokojnie od stołu, dopił trunek po czym chwiejnym krokiem powędrował do komnat przygotować się do walki.
- Jak zwykle.. kapłani, rycerze, magowie... łucznik, nic - wymamrotał pod nosem oburzony... - łucznik , nic.
Vallathril rzucił się ciężko na łóżko, przewrócił się na bok w nadzieji na nadchodzacy sen.
Asmad
PostWysłany: Sob 17:15, 03 Mar 2007    Temat postu:

gusta i guściki Wink Może być stolik, aczkolwiek radze zajrzeć chociażby do takich twórczości jak Sapkowski gdzie pewnych dwóch "detektywów" jak lubili się zwać siedzi właśnie za biurkami. Mógłbym więcej takich przykładów dać ale przecież nie o to chodzi.

Mroku... jeżeli chodzi o fakt, że Ciebie akurat opisałem- cóż, wódz zawsze jest dobrym materiałem pisarskim, o którym wdzięcznie się pisze. Doprawdy traktujcie to po prostu jako opowiadania... a wydaje mi się, że jeszcze kilka o różnych osobach napisze Wink
Halandil
PostWysłany: Sob 15:20, 03 Mar 2007    Temat postu:

Vendui
Wybacz,gdziez mi do Twojego pisania,ale to biurko jakos mi nie pasuje w Twoim opowiadaniu(brzmi zbyt wspolczesnie).
mrok
PostWysłany: Sob 9:39, 03 Mar 2007    Temat postu:

Kiedyś , kiedyś w czas odległy, może zasłużę sobie na opowieść o mnie.

Teraz cóż winienem poczynić, a wiec opisać opowieści o Najemiczkach i Najemnikach którzy kroczą w szeregach MN. Opowieści tak kolorowe jak wiosna , krwawe jak czerwone ziemie mrówczych pustkowi, niekończące się jak świat Aden, jednakże czas jaki temu bym poświęcić musiał zabrał by mi cały czas który spędzam z wami w świecie Aden.

To materiał na wspaniała książkę, może kiedyś będzie czas to spisać.
Asmad
PostWysłany: Pią 18:45, 02 Mar 2007    Temat postu: Wódz Kathir

Stos dokumentów na biurku rósł z niewyobrażalną prędkością. Było tam wszystko... podania, prośby, zlecenia, raporty, księgi rachunkowe i wiele innych papierzysk, w których teoretycznie nikt nie powinien się odnaleźć...
Teoretycznie gdyż pewna osoba siedziała za tym biurkiem notując, podpisując, odpisując, dopisując... jednym słowem była to jedyna osoba w całej tej krainie, która pojmowała co jest od czego, do czego, po co i dlaczego.
Papierzyska nie mieściły się na biurku, część spadał na podłogę, ścieląc ją niczym dywan...

W pokoju było ciepło, nie gorąco, nie umiarkowanie, tylko ciepło, akurat tak jak powinno być by czuć satysfakcję i miłe odprężenie. W kominku wesoło tańczył na drwach ogień, patrząc w stronę całych zbiorów książek i dokumentów, które chętnie pochłonął by w swych ognistych językach.

Osoba siedząca przy biurku zapatrzyła się przez chwilę w ten niesamowity żywioł, który dawał a zarazem potrafił odebrać tak wiele. Oczy tejże postaci zmęczone już i podkrążone nadal błyskały płomieniem siły i pewności siebie. Na białych stojących w górę włosach odbijał się blask płomieni tworząc dziwny widok jakby włosy postaci miały zaraz zająć się ogniem.

Dowódca Najemników przejrzał jeszcze raz ostatni raport. W magazynach poczynało brakować niektórych towarów, a w krasnoludzkim banku odłożone środki w zastraszającym tempie topniały. Ostatni żołd mimo że hojny nie pokrył w pełni kosztów, które musieli ponieść w wojnie. Zaklął cicho pod nosem wiedząc, że trzeba znów organizować wyprawy, dozbroić się odpowiednio a młodych wyszkolić.

Zerknął na stos po jego prawej stronie. Prośby o przyjęcie w poczet najemników nigdy nie topniały ale wybór odpowiednich nie był łatwy. Nie każdy potrafił zrozumieć, że najemnicy służący za pieniądze są dla siebie nawzajem jak rodzina. Pojawiali się tacy co chcieli tanim kosztem dorobić się wielkich sum, zdobyć sławę i dobra materialne. Oni właśnie nie rozumieli, że to nie dla najemnika... a szczególnie nie dla Mrocznego Najemnika.

Oczywiście, pieniądz oraz możliwość zdobycia dóbr był ważny ale nie najważniejszy. Najważniejsze było bowiem trzymanie się razem w tych ciężkich czasach, gdzie krasnoludy zdzierały ostatni grosz a siły zmieniały się równie szybko jak pogoda w okolicach miasta Rune.

Kathir wstał powoli od biurka odrzucając kolejny raport od medyka, w którym to zawiadamiał jak zwykle o nowych ranach, okaleczeniach czy drobnych urazach. Spojrzał na stojący przy ścianie kostur. Ten pięknie zdobiony kawałek metalu sprawiał iż na twarzy wodza pojawiał się lekki uśmiech zadowolenia... podszedł do niego i pogładził niczym skarb największy... tyle wspomnień wiązało się z tą bronią. Westchnął zerkając znów na stos papierzysk na biurku...

-Na dziś starczy- powiedział na głos a zupełnie jak na tą komendę drzwi od jego biura otworzyły się lekko.
-Kathirze- w drzwiach pojawiła się głowa Verkusa, niedawno przyjętego rycerza Shillen- jakiś jegomość chciał się z Tobą rozmówić. Mówi iż z Oren przybywa od rady miasta.
-Zaprowadź go Verkusie do sali przyjęć- rzekł spokojnym głosem w rękę swą biorąc kostur.- Poczęstuj go winem z piwnic, tylko nie ruszaj zajzla Zartha. Nie chcemy zabić przecie naszego gościa. Zaraz do Niego przyjdę.
Verkus posłusznie skinął głową i zniknął za zamkniętymi drzwiami.
Dowódca mrocznych najemników poprawił strój, schował co ważniejsze dokumenty do szafki zamykając ją na klucz, po czym spojrzał na ogień...
Powietrze w pokoju zamarło gdy Kathir począł inkantować zaklęcie. Jego włosy poczęły falować jakby poruszane przez lekki wiatr... Przy ostatnich słowach skierował swój kostur w stronę ognia, który w jednej chwili zgasł zdmuchnięty niczym świeca lekkim podmuchem.
Kathir uśmiechnął się do siebie w ciemności która zapanowała w komnacie. Rozmieszczenie mebli znał na pamięć więc bez przeszkód wydostał się na korytarz oświetlony kilkoma lampami. Zamknął za sobą drzwi na klucz i schował go głęboko w swej kieszeni.

Spokojnym dostojnym krokiem przekroczył próg sali przyjęć. Na środku stał stół wraz z kilkoma krzesłami przy nim, pod ścianą umiejscowiona była sofa i mały stoliczek, na którym ustawione były różne trunki w kryształowych naczyniach. Na ścianach widniały obrazy przedstawiające różnego rodzaju bitwy, gdzie można było dojrzeć również najemników walczących po którejś ze stron.

Jegomość przy stole był człowiekiem odzianym w szlacheckie rzeczy z godłem miasta Oren na piersi. Mimo prób zachowania poważnej i kamiennej twarzy widać było iż jego jest lekko przestraszony. Kathir u nie jednej osoby wzbudzał podświadomy strach i szacunek. Ręce jegomościa lekko drżały.

-Witajcie szanowny wysłanniku miasta Oren- rozpoczął dowódca Najemników- czemu możemy przypisać Waszą wizytę?
Przybysz wstał pośpiesznie i skłonił lekko głowę.
-Witajcie mości Kathirze, dowódco Mrocznych Najemników, Wielki Magu Wiatru. Dzięki Wam za tak szybką audiencję i miły poczęstunek- tu rękę skierował w kierunku stołu, na którym widniały przekąski oraz pierwszego gatunku wino.- Sprawa dość prosta jest, rada podjęła decyzję iż potrzebna nam Wasza pomoc...- zawiesił na chwilę głos.
-Na czym ta pomoc miałaby polegać?- Kathir lekko brew uniósł od razu wspominając kolejną opłatę za dom, która zbliżała się nieubłaganie.
-Otóż... w okolicach naszego miasta pojawił się potwór pewien... zowią go Timak Ragoth. Napada na pobliskie wioski, rozbija karawany... pełno szkód przynosi.
Kathir uśmiechnął się w duchu. Słyszał o tym stworze, wiedział o jego rozbojach oraz problemach które sprawia miastu. Wiedział również iż Timak zgromadził już nie mały skarb w swym obozie.
-Wojska czemu nie wyślecie?- spytał spokojnie, patrząc jak twarz wysłannika powoli przybiera zniesmaczony wyraz.
-Większa część wojska musiała ruszyć do stolicy Aden... wici wysłane zostały iż zakazane wrota otworzyły się i plugastwo z nich wychodzi toteż całe wojsko ma ruszyć na pomoc. Próbowali już inni z Timakiem walczyć. Grupy zebranych szybko rycerzy, magów i kapłanów nie raz go podchodziło jednak zawsze okazywał się sprytniejszy i przeganiał ich precz. Jesteście więc Naszą ostatnią nadzieją.
-Chcieliście zaoszczędzić na wynajmowaniu najemników i wyrostków do boju rzucaliście...-mruknął Kathir trafiając w sedno. Nie pierwszy raz do takich zadań wysyłano grupę zapaleńców po których i tak nikt nie płakał.- To będzie Was trochę kosztować...- wysłannik spochmurniał lekko
-Skarby jakie zgromadził będą Wasze...
Dowódca Najemników zaśmiał się
-Kpicie ze mnie? 50 tysięcy aden, zgromadzone przez stwora skarby i do tego opłacicie podróż mych najemników.- rzekł dobitnie. Mina wysłannika zmieniała kolory od purpury po zupełną biel, jednak Kathir wiedział że muszą się zgodzić na przedstawione przez niego żądania.
-Dobrze...- wysyczał wysłannik- kiedy się tym zajmiecie?
-Za trzy dni zjawimy się w Oren... Verkus!- Kathir podniósł głos wiedząc dobrze, że rycerz czeka w pobliżu na rozkazy. Wszedł powoli do sali.
-Tak Kathirze?
-Odprowadź gościa do komnat dla przybyłych. Niech odpocznie jeżeli taka jego wola. Widziałeś Laranela i Asmada?
-Tak... wieczerze spożywają...
Kathir skinął głową i żwawym krokiem ruszył w kierunku sali jadalnej. Nie lubił tracić czasu.
Przy wielkim stole siedzieli jego najemnicy, jego mroczne elfy oraz krasnoludy, którym mógł ufać jak nikomu innemu.
Asmada dojrzał w towarzystwie Rhudruanah. Laranel natomiast siedział kawałek dalej z Danarmą.
-Laranelu, wyprawę w okolice Oren trza przygotować. Asmad szykuj się, za trzy dni wyruszasz, wspomożesz magów... pamiętaj żadnemu nie może spaść choćby włos z głowy, przygotuj się dobrze. Rhu, zwołaj magów jak możesz, pozostałych już powiadomię.- Kathir wydał szybko kilka poleceń i już miał odchodzić gdy jeszcze coś mu się wspomniało- Asmadzie... Rhu... jakbyście mogli powstrzymać się przed znikaniem na noce do wyprawy byłoby dobrze- rzekł spokojnie, wręcz po ojcowsku. Dojrzał jednak iż na policzki Rhu wypłynęły rumieńce, a Asmad pobladł lekko. Uśmiechnął się do nich lekko, z otuchą i zrozumieniem. Skinął głową i odszedł. Czekało go jeszcze wiele do zrobienia dzisiejszego wieczoru...

Powered by phpBB © 2001,2002 phpBB Group